Życie w vanie, a bezpieczeństwo. O tym jak włamali nam się do auta/domu.

Zawsze kiedy się gdzieś wybieramy rodzina i znajomi mówią „tylko uważajcie na siebie”, „bezpiecznej podróży”. Wynika to niestety z tego, że wszyscy jesteśmy świadomi, iż na świecie jest pełno chamskich ludzi, którzy okradają, czy biją turystów. Jak sięprzed tym ustrzec? Jakie kroki należy podjąć, aby nasz wyjazd był w 100% bezpieczny? I czy to w ogóle możliwe?

Wiedz gdzie jedziesz

Co kraj to obyczaj. Tyczy się to również poziomu przestępczości. Zanim się gdzieś wybierzemy, warto poszperać po Internecie i dowiedzieć się jakie doświadczenia mają inni. Oczywiście jednego mogą okraść w Niemczech, a innego w Albanii i te osoby będą tak samo wypowiadać się na temat tych dwóch krajów. Dlatego też trzeba zachowywać ostrożność zawsze. Jednak są kraje, w których ataki na turystów są o wiele częstsze i to w nich trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Znaj potencjalne zagrożenia

Oczywiste jest, że podróż samolotem jest o niebo bezpieczniejsza niż ta autostopem. Jedyne co nam grozi w samolocie, to opóźniony lot lub niestrawność po pokładowych posiłkach i spuchnięte nogi. Podróżując autostopem trzeba ufać sobie i swojej intuicji. A podróżując vanem, czy kamperem? Oczywiście oprócz odpowiedzialności kierowcy, trzeba wiedzieć jakie inne zagrożenia na nas czyhają. W końcu podróżujemy z całym naszym domem. I tu z pomocą, jak zawsze z resztą, przychodzi Internet i wszelkie fora o vanlifa’ie, o kamperach, o darmowych postojach.  My jesteśmy świadomi, że oprócz zwykłego okradania busów na parkingach niestrzeżonych, czy przy supermarketach, coraz częściej zdarza się, że złodzieje w nocy wpuszczają do kampera gaz usypiający, a potem okradają całą jego zawartość, gdy my smacznie śpimy obok. Jak na razie zdarza się to przede wszystkim na dużych parkingach przy autostradach, gdzie również odpoczywają „tirowcy”, którzy często mają takie same sytuacje. My omijamy autostrady, więc z automatu i takie duże parkingi.

Bądź świadom wartości swoich rzeczy

Znów zacznę od rzeczy oczywistej. Im kamper wygląda drożej, tym ciekawszy jest dla złodzieja. W końcu jeśli kogoś stać na taki wóz, to w środku też musi mieć fajne zabawki. Mimo wszystko, nie ważne jak tanim vanem podróżujemy, jak chcą to nas okradną, nawet jeśli jeździmy jakimś złomkiem. W końcu, w tym złomku też  musimy mieć jakieś wartościowe rzeczy. My kiedy zostawiamy Bobiego, zostawiamy w nim jedynie laptopa, który sam w sobie wartościowy nie jest, i paszporty, na które mamy taką skrytkę, że nie ma opcji żeby ktoś je znalazł. Dochodzą do tego jeszcze rowery, najbardziej wartościowa rzecz po Bobim. Rowery pospinane są na tysiąc różnych sposobów, więc złodziejowi trochę by zajęło przedarcie się przez te wszystkie zabezpieczenia. Mimo wszystko vana samego zostawiamy jedynie idąc na zakupy do Lidla, który jest przeszkolony dzięki czemu można co rusz zerkać, czy przy aucie nikt się nie kręci.

O tym jak włamali nam się do Bobiego

Oboje z Przemasem jesteśmy bardzo ostrożni w tej naszej podróży. Po mimo, że śpimy prawie wyłącznie na dziko, do znajdowania miejsc używamy aplikacji „park4night”, która pokazuje fajne miejsca do spędzenia nocy. Najbardziej przydatną opcją są komentarze, dzięki nim wiemy, czy dane miejsce jest bezpieczne. A uwierzcie nam, jest sporo miejsc, w których piszą, że okradają, a nawet kradną całe auta. Te miejsca omijamy szerokim łukiem.

Ok, to jak to się stało, że jesteśmy tacy ostrożni, a mimo wszystko stała nam się buba? Od początku wiedzieliśmy, że Włochy są najbardziej niebezpiecznym krajem jeśli chodzi o vanlife. Przez cały pobyt, jak trzeba było zrobić zakupy w supermarkecie, to jedno z nas szło, a drugie pilnowało auta. Spaliśmy, jak zawsze, tylko w pewnych miejscówkach, a kiedy chcieliśmy pójść i pozwiedzać, to Bobiego zostawialiśmy jedynie na płatnych strzeżonych parkingach. Aż pewnego dnia, dojechaliśmy do FinaleLigure, gdzie wszystkie parkingu płatne są jedynie dla osobówek i nasz van po prostu jest za wysoki, żeby tam wjechać. Postanowiliśmy po raz pierwszy, jeden jedyny, zostawić auto na zwykłym parkingu i pojechać rowerami na plażę, żeby o te rowery się nie martwić. Mając ze sobą wszystko co najcenniejsze i zostawiając auto tuż obok super drogiego Lamborghini, byliśmy mega spokojni. Cały dzień spędziliśmy pedałując po wybrzeżu, co i rusz wskakując do morza. Załatwiliśmy sobie nawet kemping na dwa kolejne dni, żeby Przemek na spokojnie mógł sobie pojeździć po górach Finale. Wróciliśmy pełni szczęścia z super spędzonego dnia, a tam czekała na nas niemiła niespodzianka. Ktoś próbował włamać się do naszego vana. Drzwi od kierowcy były otwarte, zamek popsuty, widać, że ktoś grzebał w nim śrubokrętem. I co najgorsza, tym samym śrubokrętem, przebili nam oponę. Nic nie zostało skradzione. Nie wiemy, czy ten ktoś po złości włamał się i rozwalił oponę, żeby pokazać, że może, czy chciał nas okraść, ale coś go przestraszyło i postanowił zwiać, wcześniej przebijając nam oponę. Tego się nie dowiemy. Wiemy jedynie, że jesteśmy biedniejsi o jakieś 600zł. Trzeba było zamówić nową oponę, zapłacić za wymianę i zostać na kempingu dłużej.

Tak właśnie skończyło się nasze pozostawienie auta na niestrzeżonym parkingu, ten jeden jedyny raz. Postanowiliśmy się długo nie smucić i nie denerwować, w końcu już nic z tym nie zrobimy. Sobie nie mamy nic do zarzucenia, ostrożni jesteśmy bardzo. A tego kto nam to zrobił doścignie karma i się wywróci na ten śrubokręt, wydłubując sobie przy tym oko! O!

Related Posts