Powroty. Jak sobie z nimi radzić?

Po miesiącu od powrotu do Polski powoli się otrząsnęliśmy. Zaczynamy akceptować obecną rzeczywistość, snuć dalsze plany. Nasza podróż trwała równe 130 dni. Co robimy teraz? Gdzie zimujemy? Jak radzimy sobie w życiu bez ciągłego bycia w drodze? Powroty z wakacji, nawet tych tygodniowych, bywają bardzo ciężkie. Było słońce, plaża, woda, brak stresu i pełna chillerka. Nagle znów jest się w domu, w pracy i trzeba się umieć odnaleźć, gdy przed oczami nadal rajskie obrazy. No właśnie, po tygodniu ciężko wracać do realiów życia, a jak to jest po 4 miesiącach?

Po 4 miesiącach jest OKRUTNIE ciężko! Pomimo że nie wróciliśmy do żadnej pracy ani obowiązków. Nadal możemy chwilowo robić nic, prawie tak samo, jak w podróży. Dlaczego więc narzekamy, mógłby ktoś zapytać? A już już, pędzimy z odpowiedzią.

Za czym tak tęskno:

1. Koniec bycia w drodze.

Przez 130 dni byliśmy w drodze. Co parę dni, czasem nawet codziennie, musieliśmy szukać sobie miejsca na nocleg. Oczywiście nie byle jakiego miejsca. Fajnie było zająć sobie głowę poszukiwaniem plaż, klifów, jezior, lasów, przy których chcielibyśmy się obudzić, czy zjeść obiad. Ciągle zmieniający się krajobraz sprawiał, że ani chwili nie było nudno. Co więcej, zawsze krył się gdzieś dreszczyk emocji. Czy znajdziemy miejsce dla nas wyjątkowe, niezapomniane, czy będziemy sami, a może ktoś inny też tam będzie?

Teraz siedzimy na chacie we Wrocławiu, czasem w Szczecinie. Odwiedzimy jednego znajomego, drugiego, trzeciego. No fajno, fajno, ale wracamy zawsze w to samo miejsce, do domu. Nic w tym ciekawego, nowego, ekscytującego.

2. Koniec ciągłego łażenia w japonkach.

Japonki to nasz ulubiony rodzaj obuwia. Możemy łazić w nich zawsze i wszędzie. Oczywiście o ile pogoda dopisuje. No właśnie. W zimie już nie dopisuje, co oznacza, że japonki to możemy sobie na basen założyć. I to nie tylko o te klapki chodzi, a o słońce gorące. Uwielbiamy je całym sercem. Dla nas lato mogłoby trwać 365 dni. Dlatego oczywistym jest, że depresja jesienno-zimowa dopadła nas w sekundę.

3. Koniec nowego i nieznanego.

Jaka będzie pogoda? Kogo poznamy? Czy tam, gdzie jedziemy będzie nam się podobać? Te i wiele wiele innych niewiadomych czekało na nas co dnia. Strasznie szybko się do tego przyzwyczailiśmy i bardzo polubiliśmy. Super było wstawać rano i myśleć co nas dziś czeka. Czy dzień będzie pełen wrażeń? A może plażowo leniwy? Czy czeka nas jakaś przygoda? A jak tak, to jaka? Czy nasze plany na dany dzień się zrealizują, czy coś nam stanie na drodze, a może sami je zmienimy? Naprawdę fajnie jest tak funkcjonować, gdy przed tobą ciekawa niewiadoma.

Teraz, powtórzę się raz jeszcze, siedzimy na chacie. Nic nieznanego nas nie czeka. Wiemy gdzie jesteśmy, co będziemy robić, z kim się widzieć. Może postanowimy pójść do kina albo na piwo… Łoł

Sposób na łatwy powrót:

W takim razie jak radzić sobie z tymi paskudnymi, ale koniecznymi powrotami? Jak z uśmiechem stawić czoła rzeczywistości?

1. Odwiedź przyjaciół.

Koniecznie! Po powrocie, jak najszybciej trzeba odwiedzić WSZYSTKICH, za którymi się tęskniło w czasie podróży. Oczywiście po to, żeby osobiście poopowiadać jak było, ale co ważniejsze, żeby dowiedzieć się co u nich. Co u przyjaciółki, mamy, brata? Słuchając opowieści bliskich osób, nadrabiamy czas, w którym nas nie było. I tak lepiej się człowiekowi robi na duszy, że w końcu jest i może dzielić szczęście, i być blisko w razie nieszczęścia. Dzięki tym spotkaniom, aż w głowie się pojawia mała myśl, „dobrze, że już jestem”.

2. Planuj następny wyjazd.

Nic tak nie pomaga przetrwać powrotów, jak planowanie już następnego wyjazdu. Oczywiście jak najszybciej, ale nawet jak szybciej się nie da, to można zaplanować na później. I się wkręcać, i wyczytać wszystko o miejscu, do którego jedziemy, i oglądać wszelakie filmiki na YouTube z tych miejsc, i wgłębić się tak w temat, żeby znaleźć super miejsce, ekstra wycieczkę, czy najlepszą knajpę tam, gdzie się wybieramy. Jak tak się siedzi i planuje, to czas leci szybciej, a i wycieczka nowa się większymi krokami zbliża.

3. Nie wracaj!!!!

Szczerze to najlepsza rada. Taka z przymrużeniem oka, ale najlepsza mimo wszystko. Zazwyczaj niestety wrócić trzeba, ale tak by się chciało zostać, nie kończyć przygody. Bo po co kończyć coś, kiedy jest tak super, tak wspaniale i tak bajkowo. My z Przemasem tak postanowiliśmy! I staramy się zrobić wszystko, żeby tak mieć. Oczywiście, może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale staramy się tak planować nasze życie, żeby było ciągłą przygodą, podróżą w nieznane i tak trochę wakacjami. Mamy nadzieję, że nam się koniec końców uda. I wam, jeśli też tak chcecie, życzymy by się udało.

Related Posts